piątek, 11 lutego 2011

Zaledwie kilka sekund

      Zaledwie kilka sekund.

      Szła do księgarni po następną książkę, gdy właśnie wyszło słońce. Po dwóch tygodniach beznadziejnej pogody wreszcie mogła w pełni się nim nacieszyć. Zapomniała gdzie i w jakim celu szła znużona przez miasto i usiadła na ławce. Założyła okulary przeciwsłoneczne, które zawsze nosiła w torbie. Nie mogła napatrzeć się na miasto, wydawało się inne, jakby ożyło z wiecznego snu. Posiedziała tak jeszcze kilka minut, po czym wstała i ruszyła w zupełnie przeciwnym kierunku, niż ten, w który zmierzała. Nie mogła przestać patrzeć w niebo. Nie myślała nad tym, że wygląda to dziwnie, po prostu cieszyła się razem ze słońcem. Gdy podążała wzdłuż chodnika, nie zwracała uwagi na przechodzących obok niej przechodniów, gdy nagle... 
- Jak chodzisz ?!
Dziewczyna w skutek zderzenia upadła na chodnik, człowiek, który zadał jej pytanie, również. Nie starała się wstać, wręcz przeciwnie, wpatrywała się wciąż w niebo. Nadal nie wiedziała, z kim się zderzyła i szczerze, nie zbyt się nad tym w danym momencie zastanawiała. Czuła się, jak w jakiejś surrealistycznej bajce.
- Ekhem, już ok, wstawaj.
Uniosła głowę, by zobaczyć przed sobą silną, męską dłoń wyciągniętą w jej kierunku. Odzyskując trzeźwość umysłu zdołała zmienić wyraz twarzy na zupełnie normalny i trzymając poszkodowanego za rękę, zdołała się podnieść. 
-Ja... Ja bardzo przepraszam, nie zauważyłam... pana.
Wydawało się, że ani trochę nie był zmieszany. Odpowiadając trzymał wzrok utkwiony w jej piękne, szafirowe oczy.
- Nie, nic się nie stało. To moja wina, powinienem bardziej uważać. A tobie nic się nie stało? Dość mocno upadłaś na chodnik, z resztą, ja też i sam po sobie czuję.
Dziewczyna zatrzepotała rzęsami. Czy to był tylko sen, czy może uraziła się w głowę podczas upadku? 
      
      Rozmawiali tak dobre pięć minut, a on w końcu zaprosił ją na croissant'y do najbliższej cukierni. Z ochotą zgodziła się na tą propozycję, choć nadal nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się na prawdę.
- Jak to możliwe, że się nie znamy? To miasto nie jest duże, a ty nie wyglądasz na dużo młodszą ode mnie. - zapytał, gdy tylko zamówili dwa croissant'y i dwie lemoniady. 
- Chodzę do szkoły kilka kilometrów stąd, więc możliwe, że dlatego. Ja nigdy nie widziałam Cię w tym mieście, spędzam tu wszystkie weekendy, całe wakacje, a jednak jeszcze na siebie nie wpadliśmy. - odpowiedziała z zabójczo pięknym uśmiechem. - Może w końcu nadszedł czas.
Chłopak wyglądał na oczarowanego. Wpatrywał się w nią cały czas chłonąc jej każde słowo. Miała dziwne wrażenie, że w tej chwili dla niego liczy się tylko ona. 
- O, croissant'y już są. - odpowiedziała, wyrywając go z wszelkich możliwych fantazji, a on, jakby rozumiejąc , co chce powiedzieć, wstał i ruszył w stronę lady, by odebrać zamówienie. 

      Śmiali się i rozmawiali jedząc rogaliki i przepijając je lemoniadą, gdy w końcu naszedł czas pożegnania.
- Muszę już iść. Powiedziałam mamie, że idę tylko po nową książkę - powiedziała, przypominając sobie cel wędrówki przez miasto. - Na pewno już się martwi.
Chłopak najwidoczniej nie oczekiwał tak szybkiego rozstania, więc próbował za wszelką cenę zatrzymać dziewczynę.
- Zostań jeszcze trochę, przecież nic się nie stanie jak spóźnisz się kilka minut. A w końcu to kraj cywilizowany i istnieje coś takiego, jak telefon komórkowa - powiedział z uroczo szerokim uśmiechem.
- Tak, wiem, ale nie znasz moich rodziców. Denerwują się, gdy nie ma mnie w domu i w ogóle, ciężko to wytłumaczyć - próbowała grzecznie odmówić. W końcu było w tym trochę prawdy.
- No dobrze, ale pozwól, że Cię odprowadzę - oświadczył - proszę .
Zgodziła się, choć nie zupełnie miała na to czas i ochotę. Możliwe, że on okaże się tym `ogółem`, który zazwyczaj rani, a tego najmniej teraz oczekiwała. 

      Okazało się, że droga do domu była więcej niż miła, a on na prawdę zaczął jej się podobać. Wyciągnęła od niego numer gadu-gadu, śmiali się z każdego mieszkańca, który podejrzanie przypatrywał im się z firanki swojego domu, podziwiali przebiśniegi, które właśnie wychylały się na trawniku pobliskiego parku. Czas mijał im wspaniale, a że droga do domu nie była krótka, spędzili ze sobą dość dużo czasu. W końcu doszli do furtki jej domu. 
- No, to musimy się na dzisiaj pożegnać, cholera, taka szkoda. Świetnie mi się z tobą rozmawia - powiedział.
- Tak, mnie z tobą również. A wiesz, że z tego wszystkiego zapomniałam się przedstawić ? - zapytała z uśmiechem. - Nikola jestem. 
- Cóż za wspaniałe imię - zaśmiał się szczerze - Ja Mateusz, miło mi - przedstawił się, po czym uniósł jej dłoń i pocałował.
- Ja... muszę już iść, miło się rozmawiało, pa - Powiedziała z żalem w głosie, gdyż tak na prawdę nie miała ochoty się rozstawać.
- Do widzenia, piękna - ukłonił się, śmiejąc, po czym odwrócił się w stronę drogi i wkładając ręce do kieszeni ruszył w kierunku parku.
Dziewczyna patrzyła jeszcze, jak odchodzi, puki nie zniknął za najbliższym zakrętem. Wydawał się taki szczery, inny, niż ci, z którymi miała do czynienia. Już wtedy czuła, że zapowiadały się wspaniałe ferie. 

      Spotykali się prawie codziennie, rozmawiali codziennie przez gadu-gadu, przez telefon. Gdy rozchodzili się do domów, już umawiali się na następny dzień. Przychodził po nią, by pójść razem na pizze. Kilka razy byli nawet w kinie na tanich romansidłach, których chyba w ogóle nie pamiętali, zajęci sobą przez cały seans. Matka Nikoli twierdziła, że powraca do niej życie, że po ostatnim rozstaniu wreszcie odżyła. Nikola nie zwracała uwagi na nic innego, tylko na Mateusza. Smuciła się, gdy nie było go przy niej, cieszyła, gdy w końcu się zjawiał. Żyła dla niego, całkowicie się mu poświęciła. To był jej błąd. 

      Ferie niestety kończyły się nazajutrz, gdy ona wyczekiwała go na schodach. Miał zjawić się tuż po śniadaniu, a dużo się spóźniał. Nie traciła nadziei i czekała na niego wciąż powtarzając w duchu, że coś ważnego musiało go zatrzymać. Gdy mama zawołała ją na obiad, postanowiła zadzwonić do przyjaciółki, która właśnie dzisiaj rano wróciła z gór. Chciała opowiedzieć jej o wszystkim, co wydarzyło się w te ferie.
- Hej, Iza ?
- Tak, Nika, co tam ?
- Słuchaj, musisz do mnie wpaść po obiedzie, mam Ci tyle do opowiedzenia, normalnie nie uwierzysz. 
- O, bardzo dobrze się składa, bo chyba kogoś ze sobą zabiorę, muszę ci kogoś przedstawić, ale ta osoba nie wie, że jedziemy do Ciebie, więc może być trochę zdezorientowana. Haha.
- O boże, no nie wierzę. Ok, czekam na Ciebie, tylko nie wystaw mnie do wiatru, bo byłabyś nie pierwszą dzisiaj.
- Dobra, dobra, nie bój się. Na razie.
- No pa, psycholko.

      Od razu, gdy zjadła obiad, podbiegła do okna. Jeszcze ich nie było, a już się niecierpliwiła. Starała się zgadnąć, kogo jej przyjaciółka może do niej przyprowadzić, ale nie mogła, po prostu nic nie przychodziło jej na myśl. Nadal myślała o Mateuszu. Dlaczego nie przyszedł? W głowie rozpatrywała mnóstwo nierealnych wątpliwości, gdy nagle usłyszała skrzypienie furtki. Od razu podbiegła do drzwi, a otwierając je, o mało co nie spadła ze schodów. Stał tam, on, jej przyjaciółka również. Najpierw ucieszyła się, myślała, że w końcu mógł przyjść, a jej przyjaciółka przez przypadek na niego wpadła. Myślała tak, do czasu, gdy objął ją zmieszany w pasie, starając się nie patrzyć Nikoli w oczy. Świat przewrócił się do góry nogami, nie wiedziała, czy to wszystko dzieje się na prawdę, czy to już jej schiza. 
- No hej, chciałam Ci go przedstawić wcześniej, ale ten wyjazd, wiesz... A więc, to jest Mateusz, mój chłopak. Jesteśmy ze sobą od trzech tygodni - ciągnęła uradowana. Podeszła do mnie bliżej, szepcząc - mówię Ci, niezłe z niego ciacho. Niedawno się przeprowadził, a już jest mój.

      Nagle oczy Niki pokryła mgła, jakby zatrzymała na chwilę czas. Nie mogła zrozumieć, co się stało, gdy nagle otworzyła oczy skierowane prosto w niebo. Strasznie bolała ją głowa, jak się okazało, leżała na chodniku.
- Ekhem, już ok, wstawaj.
Nie dowierzała własnym uszom. Uniosła głowę, by sprawdzić, czy jakaś silna, męska dłoń nie jest wyciągnięta właśnie w jej kierunku. Nie myliła się. Nie dotykając nawet jego ręki wstała o własnych siłach, kiepsko się uśmiechnęła, powiedziała `nie, dziękuję` i odwracając się przekreśliła go grubą, czarną kreską.


1 komentarz: